Nie wiem czy wy też, ale o ubezpieczeniu turystycznym zwykle przypominam sobie na tzw. ostatnią chwilę. Być może dzieje się tak dlatego, że zwykle wiem, jakiej ochrony turystycznej potrzebuję i wiem też, gdzie jej szukać. I co najważniejsze, polisę mogę kupić nawet dzień przed wyjazdem… więc „all under control”
Ale jak się głębiej nad tym zastanowić – polisa turystyczna to nie wszystko, szczególnie jeśli wyjeżdżam samochodem. A tutaj jest o czym pamiętać i to zazwyczaj ciut wcześniej niż na kilka dni przed wyjazdem.
Ale po kolei – zacznijmy od OC…
Generalnie jeśli chcemy pojeździć po Unii Europejskiej, nie mamy się czym martwić. Nasza rodzima polisa OC wystarczy. Co więcej, OC jest ważne także w Chorwacji, Islandii, Norwegii i Szwajcarii.
Ale jak na naszym szlaku znajdzie się państwo spoza Unii? Na tę okoliczność musimy zaopatrzyć się w Zieloną Kartę. Duży problem to nie jest, bo w większości towarzystw Karta dawana jest za darmo. Trzeba tylko o nią poprosić.
Jeśli na naszym szlaku pojawia się bardziej egzotyczny kraj, który nie należy do systemu Zielonej Karty*, także jest na to wyjście. W tej sytuacji potrzebujemy ubezpieczenia granicznego. I jak sama nazwa wskazuje, takie ubezpieczenie kupujemy na granicy danego kraju.
Przyznam się, że nie miałam okazji jeździć do krajów, gdzie kupuje się ubezpieczenie graniczne. A wy? Długo trwa wypełnianie druczków?
* Aktualny wykaz krajów należących do systemu Zielonej Kary znajdziecie na stronach PBUK.










