Autem w góry

Bak? Pełny. Bagażnik na dachu? Jest. Nawigacja? Ustawiona. Czyli co? Ruszamy na zimową wyprawę w góry? Nie tak zaraz. Przed wyjazdem warto jeszcze o parę rzeczy zadbać. Pamiętaliście o lince holowniczej, oponach, polisie?

Zacznijmy od podstaw – czyli odpowiedniego ekwipunku. Tu nieodzownym elementami, w które powinniśmy się zaopatrzyć są:

  • duży pojemnik z mrozoodpornym płynem do spryskiwacza,
  • łopata do odśnieżania (najlepiej składana),
  • i oczywiście linka holownicza.

Zadbajmy też o prawidłowe ogumienie, czyli:

Opony zimowe, których bieżnik jest w stanie skrócić drogę hamowania na zaśnieżonej nawierzchni nawet o 30%.

Dodatkowe uzbrojenie, czyli łańcuchy drogowe lub tekstylne nakładki na koła (o tych drugich pisaliśmy niedawno na Facebooku). Ważna rzecz: przy obu tych dodatkach pamiętajmy, że montujemy je na kołach napędzanych, nie przekraczamy prędkości 50 km/h i unikamy jeżdżenia po asfalcie.

Z tak przygotowanym autem możemy już ruszać w górską wyprawę. I  będąc już za kółkiem, przypomnijmy sobie o najważniejszej zasadzie – szczególnej ostrożności. W górach nie szarżujmy, szczególnie na oblodzonych drogach. Parkujmy też z głową na nachyleniach. Bo jak wiadomo, przyczepność auta na górce, w dodatku śliskiej jest słaba. Widok zsuwającego się auta, szczególnie własnego, też jest słaby. Wniosek – jeśli chcemy uniknąć takiego widoku, zaparkujmy w poprzek wzniesienia :-) .

I jeszcze jedna porada na koniec. Ubezpieczenie może pomóc. Bo co, gdy nagle z powodu śnieżycy staniemy w środku lasu bez możliwości ruchu w którąkolwiek stronę? Wyładuje nam się akumulator na mrozie? Albo wpadniemy w poślizg i akcja skończy się w rowie? Pomogą nam assistance i AC. Jak wiadomo zakres tych polis może być różny u każdego ubezpieczyciela, dlatego warto je sobie odświeżyć przed wyjazdem :-) . U nas zrobicie to TUTAJ.

Redakcja

Komentarze

Powiązane wpisy archiwum